Rozsadza mnie krzepliwość krwi.
Wnęki moich porów zdają się być martwe, nic nie przepuszczać. Od
dziecka śnię ten sen. Szpital, wypełnione medykamentami powietrze,
stęchłe, ciężkie. Wypełnione zapachem śmierci. Cicho, niemo wpatrzona w
sufit, kiedy to rzeczywistość miesza się ze snem, koszmarem nasączonym
nieustannym bólem. Co jakiś czas, znowu zakrada się w moje życie, ten
obraz, niszczący mnie kawałek, po kawałeczku. Przedsmak prawdziwej
agonii, czy ostrzeżenie przed tym, co kiedyś, być może mnie będzie
czekać? A mimo to nie robię nic. Bezustannie odwlekam każdą wizytę. Nie
godzę się, by zmierzyć się z tym, co na mnie czeka. Zamykam się,
uciekam. Milknę. Boję się słów, które mogłabym usłyszeć i słów, które
mogłabym wypowiedzieć. Boję się ostatniego oddechu. Zimna otulającego
mnie, mimowolnie, w całości. Na zawsze. Mroku, poprzedzającego żarem
niezliczonych gwiazd. Strach trawiący resztki mojej odwagi. Coś pcha
mnie do przodu. Każe wypełniać dni po brzegi, nie trwonić czasu. Umieć
go szanować, szanować życie…
* * *
Dzień Dziadka. Druga
kawa parzy mi język. Słodko-gorzki napój ogrzewa wnętrzności. Nie ma
Cię. Gdzieś tam przyjmujesz życzenia od całkiem innych dzieci. Twoich
„nowych” wnucząt. Nie znasz nas, a my nie znamy Ciebie w ogóle. Czuję
się niekompletna, wiedząc, że mógłbyś być w moim życiu, ale nigdy w nim
nie będziesz. Nie chcesz. Potłuczone szkło, rozsypuje się na moje
rozrzedzone ciało. Nie wiem nawet jak wyglądasz. Jaki masz kolor oczu?
Co najbardziej lubisz? Jakie książki czytasz? Czego słuchasz? Nic o
Tobie nie wiem. Jedynie to, że swoje dawne życie odciąłeś grubą kreską.
Wymazałeś swoje dzieci. Wymazałeś jedną odnogę drzewa genealogicznego.
Wymazałeś z pamięci swoje DNA żyjące w trzech ciałach. Twojej córki i
Twoich synów. Zniknąłeś… Wszystkiego najlepszego dziadku, którego nigdy
nie będę miała…
* * *
Mikroskopijne pijawki spijają z moich
ust ostatnie uśmiechy. Słońce muska moje policzki, liże dachy i skrzy,
zmrożony śnieg. Więdnę. Bezsenności z wyboru część druga. Wyjałowiona
dusza. Wypalona papierosami, posiniaczona. Ale w jakiś, dziwny,
obłąkańczy sposób szczęśliwa. Dom. Mój dom jest tutaj. Zawsze tu będzie.
Nie jestem już ofiarą, już się nie boję. Nie tego kim się stałeś. Nie
siebie.
Czas odsunąć wszystko na bok. Zatrzymać czas. Na te kilka, słodkich chwil zapomnienia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz