25 lat. Tyle oto żyję
już na tym świecie. Upadając i podnosząc się, jakby nigdy nic.
Spełniając siebie i swoje marzenia. Dziękując losowi za ludzi wokół,
cudowne jednostki pozytywnej energii. Ciężar tych urodzin (świadomość,
że ma się 25 lat, a niczego się właściwie nie osiągnęło ciążyła mi
troszkę…), minął po spotkaniu z przyjaciółmi i znajomymi. Połączyłam
część z moich światów. Stałam się całością. I poczułam jak wszystkie złe
myśli pryskają. Coś się zmieniło. Coś we mnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz